Harvest Moon: Friends of Mineral Town Recenzja

Wiele z Was zna zapewne facebook’ową klikankę o nazwie Farmville. Myślę że nawet kilku straciło na niej dobre parę długich chwil ze swojego grafika dnia aby podlać pomidory czy zebrać ogórki by zyskać wystarczającą ilość pieniędzy na kolejny element dekoracyjny. Jednak to nie Farmville był pierwszym tego typu symulatorem farmera. Przed nim było jeszcze wiele innych. Może mniej znanych ale mogę Was zapewnić, iż tak samo zajmujących. Chociaż nie do końca polegały one na ustalaniu sobie dokładnego kalendarzyka godzin, co i kiedy trzeba zebrać…

Dnia 18 kwietnia 2003 roku na platformę Gameboy Advance trafiła czwarta z kolei odsłona serii pt. "Harvest Moon: Friends of Mineral town", która podobnie jak nasze Farmville symuluje opiekę nad hektarami pola jak również pozwala nam na zajmowanie się zwierzętami.
Przyznam że z początku pomysł symulatora życia na farmie nie zbyt przypadł mi do gustu. Wydawało mi się to zbyt prostoliniowe, zwłaszcza kiedy przychodzi mi na myśl iż podlewanie roślinek i karmienie bydła miałoby być głównym celem rozgrywki. Nic bardziej mylnego. Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu tytuł ten nie tylko złapał moją uwagę jak również wciągnął na kilka dobrych dni.

Naszą przygodę rozpoczynamy krótką historyjką z życia protagonisty – bezimiennego chłopca, który wraz z rodziną odwiedza obszar poza miastem. Chłopiec ten gubi się i trafia na farmę pewnego starszego pana, który będąc poprawnym obywatelem kontaktuje się z jego rodzicami po czym przybliża mu jak wygląda praca w polu oraz ze zwierzętami. Kiedy dzień się kończy rodzice zabierają chłopca do domu, jednak ten wymieniając się adresami z podstarzałym jegomościem poprzysięga utrzymywanie kontaktu. Nasza rozgrywka zaczyna się w chwili kiedy protagonista wraca na farmę zmartwiony brakiem odpowiedzi od dziadziunia.
Na farmie zastajemy burmistrza który raczy nas bardzo smutną wiadomością iż starszy pan odszedł i w ramach otuchy daje nam farmę abyśmy mogli się nią zająć i przywrócić ją do dawnej formy.
Gracz z początku ma do dyspozycji 5 narzędzi, 500 sztuk złota w kieszeni oraz ogromne zarośnięte chwastami pole, a pusta obora i kurnik czekają na nowych mieszkańców. Jednak oprócz doprowadzenia naszej farmy do świetności mamy jeszcze jedno dodatkowe zadanie w grze – małżeństwo. Nasz młody protagonista szuka drugiej połówki z którą może spędzić resztę życia. Ale o tym za chwilę.

Najważniejszą cechą Harvest Moon: Friends of Mineral Town jest jej prostota. Gra nie jest skomplikowana, gra się w nią bardzo lekko. Potrafi nas wyciszyć oraz zrelaksować. Pierwszym naszym priorytetem jest zdobycie pieniędzy. Ciężko o co cokolwiek zadbać kiedy nie mamy żadnych funduszy na utrzymanie tego, czyż nie?
Jednym z trzech sposobów na zarobienie naszego złota jest sprzedaż wyhodowanych warzyw i owoców. Posłuży nam do tego ogromne pole które wpierw musimy oczyścić. Po wyrywaniu zbędnych traw oraz powyrzucani kamieni czy porąbaniu gałązek zaśmiecających naszą ziemię musimy ją spulchnić. Każda sakiewka z nasionami wystarcza nam na 9 spulchnionych motyką poletek. Potem oczywiście trzeba te nasionka podlać a potem to już tylko czas. Na początku jesteśmy bardzo ograniczeni finansowo a więc nasze podboje okolicznych warzywniaków chętnych naszych produktów będą mało owocne.

Wtedy możemy spróbować innej formy zdobywania funduszy, mianowicie sprzedaż wszystkiego co tylko da się sprzedać. Nie, nie mam tutaj na myśli każdej deski z podłogi naszego domu. W okolicy naszej farmy znajduje się kilka miejsc w których możemy znaleźć różnego rodzaju rzeczy, m.in. kolorowe trawki czy bambus, które można wrzucić do pudełka, z którego później pewien mięśniak je zabierze i da kilka sztuk złota. Na sam początek ta alternatywa ratuje nam skórę oraz daje sposobność poznania terenu oraz ich mieszkańców.

Trzecią sposobem na kasę jest oczywiście sprzedaż produktów zwierzęcych. Mleko, jajka oraz wełna są również poszukiwane a nabiał przyda nam się także do gotowania. Co do zwierząt na naszej farmie możemy hodować krowy, kurczaki oraz owce. Jednak oprócz tego zawsze będzie towarzyszył nam pies oraz nieco później koń. Wszystkie zwierzęta otrzymują od nas imiona.

Wracając do mieszkańców i chęci powiązania się z osobą płci przeciwnej. Nasz bohater ma do wyboru sześć pięknych dam, z czego każda ma inne upodobania oraz charaktery. Aby zdobyć serce jednej z nich musimy być cierpliwi i bardzo… wielkoduszni. Nasz protagonista jest niestety bardzo nieśmiały i jedyny jego sposób okazywania swojego zainteresowania to wręczanie prezentów. Szkopuł w tym iż nie każda dziewczyna lubi to co by się nam wydawało oczywiste. Ok, prostując, jest możliwość wręczania biżuterii jednak z początku nikogo na to nie stać, a poza tym zdobycie materiałów nie należy do najłatwiejszych, dlatego też trzeba się zwrócić do tańszych odpowiedników. Przyznam się szczerze, będąc dziewczyną mieszkającą na farmie… W życiu bym nie chciała od chłopaka dostać jajka od kury jako prezent codziennie. I wątpię aby moje uczucie do niego wzrosło gdybym codziennie otrzymywała wyrwany chwast, który tak naprawdę może być nawet trujący… Ale z drugiej strony to w końcu pospolite białogłowe, więc do wybrednych nie należą… Oprócz jednej damy która może zostać twoją żoną pod warunkiem spełnienia wielu wymagań zacnej Pani. Każda kobieta traktująca siebie jak bogini ma zapewne równie wygórowane standardy jak Harvest Goddess, jednak powiem Wam, że nawet jak na istotę wyższą… Nieco przesadza.

No właśnie… Co do małych minusików naszego tytułu… Pierwszym z nich będzie za pewne zegar. A dokładniej upływ czasu, który następuje bardzo szybko. Dziesięć minut czasu gry to nasze pięć sekund. Wygląda na to że nasz bohater mieszka na bardzo dziwnej planecie, gdzie dzień jest o wiele krótszy od naszego. Nic więc dziwnego, że możemy zrobić tak mało za cały dzień… Do tego cały rok dzieli się na 120 dni. Nie ma miesięcy tylko pory roku z czego każda ma 30 dni. Kiedy kończy się jedna pora roku roślinki nam usychają i nadchodzi czas na sianie następnych okresowych warzyw.
Oprócz wyścigu z czasem musimy także walczyć z naszą kondycją, a dokładniej jej brakiem. Nasz protagonista jest bardzo słabiutki i szybko się męczy. Jest kilka sposobów aby sobie pomóc odzyskać ważne dla nas pokłady energii do kopania pola, m.in. wizyta w gorących źródłach lub nieco szybszy – wizyta u pielęgniarki która zawsze ma w sprzedaży napoje energetyzujące.

Jeżeli jednak praca na farmie wam się znudzi i zapragniecie popracować nad swoim przyszłym związkiem lub zmęczyliście się na tyle, że nie macie już sił, możecie skorzystać z pomocy Skrzatów.
Harvest Sprites chętnie ci pomogą o ile cię lubią na tyle aby nie partaczyć roboty. Z ich pomocą bohater spędza na polu o wiele mniej czasu, który może przeznaczyć na inne rozrywki. Kiedy skrzaty pracują my odpoczywamy, jedynie co jakiś czas siejemy nowe warzywa lub dajemy im podarki aby nadal chciały nam pomagać.

Kolejnym miłym aspektem Harvest Moon: Friends of Mineral Town są festiwale. Przynajmniej parę razy na sezon możemy wziąć udział w różnego rodzaju festiwalach. Moim ulubionym jest Festiwal Koni, podczas którego możemy spróbować swoich sił i wygrać wyścig na grzbiecie swojego wiernego konika, lub (kiedy jeszcze nasz konik jest wciąż kucykiem i nie może być siodłany) spróbować swojego szczęścia w hazardzie obstawiając wyniki wyścigów.

Muzyka jak na ośmio-bitową jest bardzo miła dla ucha (zwłaszcza w czasie zimy, ah ten soundtrack mógłby mi towarzyszyć podczas styczniowych wędrówek po mieście…). Odgłosy zwierząt oraz inne dźwięki są realistyczne, ale nie psują klimatu gry.

Choćbym nie wiem ile pisała to chyba nigdy nie wyczerpię tematu tegoż tytułu. Następne po tym są jeszcze bardziej rozbudowane oraz bardziej czasochłonne, a także posiadają tonę więcej elementów rozgrywki, przez co sprawiają wrażenie niekończących się. Prawdą jest, iż chociaż tak dobrze oceniam tę grę, ma ona w sobie kilka błędów, zwłaszcza w tekście, np. "COWis pregnant" lub innych gramatycznych czy ortograficznych.

Co prawda to prawda, żadna gra nie jest doskonała. Lecz gdy przymkniemy oko na te drobne bug’i które wślizgnęły się przez niedociągnięcia tłumaczy… Tytuł zasługuje na miejsce na półce, chociażby ze względu na to jak prosta jest jego rozgrywa, jak wciąga i jak dobrze można się bawić podlewając marchewkę czy karmiąc krowę. Jedyne czego nam potrzeba to… Wolnego czasu aby móc się zapomnieć i wsłuchać w te kojące dźwięki życia na farmie.

Autor: AishaPachia

Dobre

  • Prosty lecz wciągający gameplay
  • Muzyka
  • Grafika (prosta lecz zadowalająca)
  • Klimat zupełnie jak wieś za miastem

Złe

  • Drobne niedopatrzenia w tłumaczeniu
  • Szybki upływ czasu
  • Ciężki start finansowy
9

Genialna

Grafika - 9
Muzyka - 9
Gameplay - 9
Od urodzenia zapalony gracz i ogromny fan Nintendo. Trudne początki z Pegasusem szybko zamienił na oryginalnego NESa i Gameboy'a. Jest na stronie od samego początku. Chętnie udzieli informacji oraz wsparcia nowym użytkownikom.

Zostaw Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zapomniałeś hasła?

X