Wii Fit Plus Recenzja

Ostatnio w moje łapska wpadł zestaw Wii Balance Board + Wii Fit Plus. Szczerze mówiąc, długo czekałem aż kupię sobie Nintendowską „deskę”, bo zawsze podczas gry na Wii brakowało mi możliwości sterowania nogami. W związku z tym, oczekiwania co do pakietu startowego miałem bardzo duże. Pierwsze zetknięcie z tym kontrolerem wypadło pozytywnie, chociaż nie najlepiej. Dlatego postanowiłem napisać tę recenzję.

Pierwsze wrażenie niestety było złe. Po podłączeniu Balance Boarda i wsadzeniu do czytnika konsoli płytki z grą chciałem od razu cieszyć się nowym nabytkiem. Niestety, na drodze stanęło mi tworzenie gracza, konfiguracja i dziesiątki komentarzy naszego wirtualnego przewodnika. W końcu dotarłem do pierwszego momentu, w którym mogłem wejść na kontroler. Urządzenie zważyło mnie dokładnie (porównałem potem ze standardową wagą elektroniczną). Po tym trochę dołującym przeżyciu (moim oczom objawił się komunikat „At risk of overweight” – ryzyko nadwagi), przeszedłem do pierwszej, obowiązkowej dla każdego nowego gracza mini-gry. Jej zasady były dość proste – utrzymać swój pasek balansu na niebieskich polach. Po przejściu tego wstępnego, jednak niezbyt ciekawego zadania, przeszedłem do menu wyboru mini-gier. I tu wreszcie poczułem, że nie wyrzuciłem pieniędzy w błoto. Zobaczyłem mnóstwo obrazków, każdy odpowiadający za inny tryb rozgrywki. Gdy doszło do tego pięć kategorii, pomyślałem sobie, że będę potrzebował dużo czasu na poznanie gry.

Mini-gry zostały podzielone na kilka kategorii, m.in. Jogę czy „Training Plus” – mini-gry, które nie były dostępne w pierwszej części Wii Fit. Wszedłem od razu w Training Plus. Wybrałem pierwszą z brzegu grę, padło na skoki narciarskie. Choć nie poszło mi zbyt dobrze, przy trzecim skoku wiedziałem już, co i jak. Sterowanie nie jest trudne, a intuicyjne. Do tego skacząc na Balance Boardzie poniekąd czujemy się jakbyśmy naprawdę skakali na nartach. Po zakończeniu zabawy w Małysza przeszedłem do innych mini-gier. Wybrałem odbijanie piłki „główką”. I tutaj się trochę zawiodłem, bo przy gwałtownym przechylaniu się ze strony lewej na prawą, konsola nie wiedziała, w którą stronę wychylić moją postać i mój Mii przechylał się jak chciał.

Nie będę opisywał wszystkich dostępnych zabaw, bo pisałbym tę recenzję naprawdę długo. Powyżej opisałem najlepszą grę oraz największy niewypał. Reszta gier spełniła moje oczekiwania, chociaż uważam, że trochę za dużo jest gier skupiających się na balansowaniu ciałem, a za mało typowo ruchowych. A szkoda, bo tego się spodziewałem kupując Wii Fit Plus (w końcu końcówka „Plus” zobowiązuje).

Po zabawie postanowiłem przejść do trybu spalania kalorii z trenerem. Tu gra ułożyła mi plan treningowy (po długiej przeprawie z durnymi tekstami przewodnika, gadającego, wirtualnego Balance Boarda), który postanowiłem od razu przetestować. I tu muszę pochwalić Nintendo za jogę – wirtualny trener naprawdę szybko wychwytuje, jeśli źle wykonujemy ćwiczenie, a same zadania naprawdę przypominają te z jogi. Kiedy już przećwiczyłem moją sferę duchową, a moje mięśnie były wystarczająco rozciągnięte, przeszedłem do rozbudowy mięśni. Tu także jest dużo ćwiczeń, chociaż gra nie wychwytuje naszych błędów tak dokładnie jak w jodze. Mimo to przebyłem ten tryb, a po zakończeniu treningu, maszyno-zwierzątko o swojsko brzmiącym imieniu FitPiggy wyliczyło mi, ile spaliłem kalorii. I tutaj się zawiodłem. Nie na sobie, a na liczniku. Po prawie godzinie ćwiczeń dowiedziałem się, ze spaliłem zaledwie 70 kilokalorii. To niewiele więcej od ilości spalonych kcal w ciągu godziny spania (w ciągu godziny snu spalamy 62 kilokalorie na godzinę).

prawa muzyczna, najogólniej rzecz ujmując, nie jest dobra. Słyszymy muzyczki identyczne jak te z gier na telefony, a po 20 minutach słuchania takich pobrzękiwań po prostu chce się ściszyć telewizor. Inaczej sprawa wygląda w trakcie gry, kiedy dźwięki są uzupełnieniem naszych dobrze odwzorowanych ruchów. Szusowanie po stoku czy stukot kół deskorolki na rampie brzmią bardzo realnie.

Teraz czas na najczulszy punkt wszystkich gier na Wii, czyli grafikę. Jest identyczna jak we wszystkich innych tytułach rozpoczynających się na „Wii”. Owszem, nie kupiłem Wii, żeby zachwycać się oprawą wizualną, ale gdy porównałem Wii Fit Plus z EA Sport Active, to produkt Nintendo wyglądał co najmniej jak ubogi krewny. Choć trzeba przyznać, że gdy skręcamy na stoku, śnieg realistycznie wysuwa się spod nart, a przy lądowaniu rozprasza się wokół nas. Niestety, w grze mocno doskwiera brak żywo reagującej publiczności – czegoś, co było uwzględnione nawet w Wii Sports.

Jedynym aspektem otoczenia, który naprawdę mi się spodobał, to wydarzenia, które nawet czasami sprawiają wrażenie spontanicznych. I tak od czasu do czasu podczas biegania dołączy do nas jakiś zabłąkany psiak, a przechodzień uskoczy tuż przed tym, jakbym go potrącił. Ciekawe urozmaicenie.

Generalnie rzecz biorąc, Wii Fit Plus prezentuje się całkiem nieźle. W dziele Nintendo nie ma zbyt dużo nowych rozwiązań, a sterowanie jest niewiele bardziej realistyczne niż w konkurencyjnych tytułach wykorzystujących Balance Boarda. Szkoda, bo gra ma potencjał, a jej algorytmy są tak napisane, że rzadko kiedy klniemy, że nasza postać nie rusza się nie tak, jak chcemy czy ni stąd ni zowąd zaczyna skakać. Specom z Kioto zabrakło po prostu pomysłu, a jedynym powodem tak dobrej sprzedaży ich gry jest chyba dołączenie jej do Balance Boarda. Jeśli chcesz kupić owy kontroler – bierz bez zastanowienia. Jeśli jednak masz już podstawową wersję Wii Fit i chcesz kupić wersję z plusem, nie warto.

Autor: Duud

Dobre

  • Grywalność
  • Sterowanie
  • Mnogość mini-gier

Złe

  • Muzyka
  • Grafika
  • Brak pomysłu na grę
6.7

Przyzwoita

Grafika - 5
Muzyka - 6
Gameplay - 9
Po raz pierwszy sięgnął po pada na początku lat 90-tych, kiedy to gry znajdowały się w kartridżach, składały się tylko z pikseli, oraz chodziło się w dwuwymiarze, a muzyka miała mocny wydźwięk elektroniczny ze względu na moce chipów w tamtych czasach. Wtedy dostał Pegasusa i Game Boya, ale jego prawdziwa miłość do grania zaczęła się, gdy uruchomił Yoshi's Island na SNESa. Od tej pory Nintendo zyskało fana ich gier. Potem jego nowo nabyta pasja przerzuciła się na inne konsole, nie tylko te od Nintendo. Gdy nie gra, "hoduje pingwina" w blaszaku, klepie kod, ogląda magazyny popularnonaukowe, kreskówki albo dobre kino. Służy pomocą przy dodawaniu tytułów do bazy gier.

Zostaw Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zapomniałeś hasła?

X