Wii Fit Recenzja

Nintendo dba o zdrowie swoich graczy… temu nie można zaprzeczyć. Najpierw Wii Remote, którym machanie powodowało z początku zakwasy i zmęczenie, szczególnie u graczy przyzwyczajonych do siedzenia w fotelu przed telewizorem, teraz Wii Fit i Balance Board. Cóż to za wynalazek jest, czy nie przyprawi ich o zawał? Na wstępie powiem, że ciekawy – i to bardzo. Także zdrowy, bezpieczny i nowoczesny. Przejdźmy więc do rzeczy.

Na dobry początek trochę o sprzęcie. Kupując Wii Fit, w zestawie otrzymujemy bardzo ciekawe urządzenie. Jest to rodzaj wagi z czujnikami obciążenia – aby grać trzeba na niej stać, kołysać się, przechylać, czyli wszystko z wyjątkiem skakania. Jestem mile zaskoczony działaniem tego sprzętu, kontrola daje nie mniejszą frajdę niż machanie Wii Remote’ami – zgodzi się ze mną na pewno każdy posiadacz. Trzeba przyznać twórcom, że taki kontroler to strzał w dziesiątkę i kolejny zastrzyk gotówki dla Nintendo. Balance Board wykonana jest bardzo solidnie – maksymalne obciążenie wynosi około 150 kg. Nie sprawia żadnych problemów, nie ślizga się, jest dokładna w pomiarach i wrażliwa na najlżejszy dotyk. Zasilają ją cztery „paluszki” ( w zestawie dostajemy baterie Panasonica), zaś stylistyka nawiązuje i pasuje idealnie do białego Wii. Jedynym minusem może być problem z nadmiernym brudzeniem się, z racji koloru.

Skoki narciarskie

Po włączeniu Balance Board, uruchomieniu Wii Fit i wszystkich aktualizacjach, program prosi o wybranie Mii, następnie zaś o podanie wzrostu, wieku i płci. Przez cały ten czas za rączkę prowadzi nas gadająca waga… wygląda to całkiem sympatycznie i śmiesznie. Zostajemy zważeni, niczym zwierzęta idące na rzeź (właściwie to odchudzenie, ale dla mnie są to oksymorony…) i podajemy o ile, i jak szybko chcemy zrzucić zbędne kilogramy. Później czas na testy naszej równowagi, środka ciężkości i umiejętności balansowania ciałem. Zostajemy poinformowani o wszelkich wskaźnikach naszej masy (nadwaga, niedowaga, ideał itd.) i wieku jaki dałby nam program Wii Fit, gdyby nie znał naszego – mój wynosił 34, a mam tylko 18 (tak wiem, pewnie leniuch ze mnie i nierób). Warto też wspomnieć o instalacji kanału Wii Fit Channel (u mnie zainstalował się po mojej akceptacji na drugi dzień od kupienia zabawki). Co on daje? Przede wszystkim dostęp bez płyty do podstawowych opcji gry – przydatna rzecz.

Czas zacząć trening… No i tutaj pojawia się wybór: trener czy trenerka, którzy mają za zadanie nam pomagać przez całą zabawę i dawać wskazówki dotyczące treningu, o dziwo bardzo cenne. Po szybkiej decyzji nie pozostaje nam nic innego, jak zapoznać się z menu gry… a to jest bardzo proste, jak zwykle na Wii – bez zbędnych opcji. Dostępne mamy 4 typy zabawy: joga, trening mięśni, gry na równowagę czy nawet aerobik. Dodatkowo jest przycisk „ulubione”, dzięki któremu otrzymujemy szybki dostęp do najczęściej włączanych gier. Mam nadzieję, że nazwy mówią wszystko i nie muszę tłumaczyć co na czym polega. Zresztą, sami zobaczycie!

Nie sposób tutaj każdą grę opisać, gdyż jest ich około 40. Cechą wspólną wszystkich jest to, że za poprawne wykonanie ćwiczenia dostaje się punkty i ocenę, dzięki którym to możemy odblokować kolejne „dyscypliny”. Każda gierka posiada ranking najlepszych graczy, co jest powodem problemów z oderwaniem się od pobijania rekordów – z wielkim bólem wróciłem do pokoju pisać recenzję, którą czytasz. Najciekawsze gry według mnie: cała seria jogi, spacer po linie, skoki narciarskie i o dziwo aerobik – w ten wyższy poziom mógłbym grać dniami i nocami ;-). Na trening mięśni składa się popularne w wojsku i na lekcjach WF-u pompowanie, jakieś rozciąganie i inne bzdety dobre dla Spartan, nie dla mnie. W każdym razie całość swoją grywalnością i innowacyjnością zmiata inne gry i porywa nas z normalnego świata przynajmniej na kilkadziesiąt minut ćwiczeń dziennie.

Grafika niestety jest najsłabszym elementem gry, tak jak było z Wii Sports. W tym wypadku najgorsze są modele trenerów… wyglądają jak manekiny (całkiem biały kolor skóry i dziwne kontury). Reszta ujdzie w tłoku, choć na pewno nie jest to szczyt możliwości Wii. Szkoda, że twórcy nie przyłożyli się do tego elementu gry – niestety po raz kolejny ta sama sytuacja. Tyle dobrze, że grafika jest kolorowa i żywiołowa, niestety bez wątpienia brzydka. W wielu gierkach występują Mii (nie we wszystkich, np. jodze, ćwiczeniach siłowych) i być może przyczyna jest taka, a nie inna. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś ktoś podejdzie poważniej do tego tematu.

Muzyka… no tak… są jakieś brzdęki. Normalnych dla naszej kultury utworów brak, chociaż przynajmniej te dostępne w grze pasują idealnie do beztroskiego klimatu Wii Fit. Przy aerobiku pojawiają się jakieś bardziej skomplikowane kawałki, jednak charakteryzują się bardzo prostym rytmem i brakiem wokalu. Więcej ciężko coś napisać, gdyż maksymalnie uproszczona oprawa dźwiękowa to też nie jest najmocniejsza strona gry.

Wii Fit lubię tylko za dwie rzeczy, które de facto są najważniejsze – sterowanie i grywalność. Dodatkowo jeszcze pozwala zrzucić kilka zbędnych kilogramów w przyjemny sposób, a tego jeszcze w świecie gier nie było. Prawda jest taka, że gdyby nie zabawa za pomocą Balance Board / Wii Remote oraz kilka innowacji obcych i nieznanych do tej pory, to Wii Fit (tak jak Wii) przeszłaby bez echa w światku konsolowym, nawet z tak pomysłowym podejściem do tematu. Wii bez wątpienia jest daleko na przodzie w wojnie o króla next-genów, zaś kolejne wynalazki – takie jak Wii Fit tylko pogłębiają przepaść między Nintendo, a innymi firmami. Wracając do zestawu Balance Board i Wii Fit, dość istotnym faktem jest jego cena, która o dziwo nawet w naszym kraju nie jest wysoka! Około 300 złotych za ciekawy i oryginalny kontroler dla Wii (wykorzystywany będzie też w innych produkcjach) oraz pakiet gier, które zapewnią zabawę na wiele godzin i dni. Czy to dużo? Wydaje mi się, że nie… W każdym razie Wii coraz bardziej pozytywnie mnie zaskakuje. Ze zniecierpliwieniem czekam na wcielenie w życie kolejnych pomysłów panów z Nintendo.

Autor: Wojnar

Dobre

  • Pozytywny wpływ na zdrowie
  • Sterowanie Balance Board
  • Dużo minigier
  • Innowacyjność

Złe

  • Grafika
  • Muzyka
  • Przesadna prostota
6.7

Przyzwoita

Grafika - 6
Muzyka - 5
Gameplay - 9
Po raz pierwszy sięgnął po pada na początku lat 90-tych, kiedy to gry znajdowały się w kartridżach, składały się tylko z pikseli, oraz chodziło się w dwuwymiarze, a muzyka miała mocny wydźwięk elektroniczny ze względu na moce chipów w tamtych czasach. Wtedy dostał Pegasusa i Game Boya, ale jego prawdziwa miłość do grania zaczęła się, gdy uruchomił Yoshi's Island na SNESa. Od tej pory Nintendo zyskało fana ich gier. Potem jego nowo nabyta pasja przerzuciła się na inne konsole, nie tylko te od Nintendo. Gdy nie gra, "hoduje pingwina" w blaszaku, klepie kod, ogląda magazyny popularnonaukowe, kreskówki albo dobre kino. Służy pomocą przy dodawaniu tytułów do bazy gier.

Zostaw Komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zapomniałeś hasła?

X